2002r - Ekipa wstępnie złożona, hala załatwiona, treningi rozpoczęte. Kombinowane stroje (o ile dobrze pamiętam) zapożyczył z zaprzyjaźnionego klubu kolega o przesympatycznie brzmiącej ksywce: Diabeł. Później legendarne już agresywne, czerwone koszulki Adidasa w zestawieniu ze spodenkami Umbro z Niemiec bodajże wyczarował Tomala.
Trenujemy z DZIELNICĄ. Jak to zwykle bywa - często na wesoło, ale bywa i nerwowo. Adrenalina musi być. Lepiej wyżywać się na boisku, a wyciszać w domu niż odwrotnie :)
Tradycyjnie po treningu SPORT PUB (nieistniejący już) ze znikającym barmanem i sprzyjającym klimatem - Rudy gdzieś Ty wtedy wyparował ? :)
Kolejna sesja potreningowa w pubie i pada temat - "Przecież nie mamy nazwy". Propozycji nie było zbyt wiele, bo gdy padło hasło SKUP BUTELEK - wszyscy spojrzeli na uginający się pod ciężarem "szkła" stół i decyzja zapadła :) Oryginalnie, nietypowo, dość intrygująco i kojarzy się ze specyficznym folklorem lat minionych, który dla młodszych roczników jest już kompletnie niezrozumiały.
Koszulki służą do dziś (sentyment pozostał)
Ale prawdziwych skupów już nie ma :(



hehe- dobre
OdpowiedzUsuńZnam Was :) Przegraliście z nami :)
OdpowiedzUsuńA Liverpool też w takich grał - hehe. Może wpadniecie na turniej w marcu do Rzeszowa?
OdpowiedzUsuńWięcej graliście niż piliście? ;) Czy może odwrotnie? :) hehe - Nazwa drużyny wymiata :)
OdpowiedzUsuńFC Miotły pozdrawiają z Mazowsza
OdpowiedzUsuńWymyślanie nazwy zwykle jest problemem, Wy szybko sobie poradziliście ;P
OdpowiedzUsuńŁadne mieliście koszulki, czerwony to zawsze 'dobry' kolor ;)
Czerwone działa jak płachta na byka :)
OdpowiedzUsuń